O autorze
Amnesty International jest ogólnoświatowym, istniejącym od ponad 50 lat ruchem ludzi działających na rzecz praw człowieka. Amnesty International bada, dokumentuje i nagłaśnia przypadki naruszeń praw człowieka, a jej aktywiści i aktywistki podejmują praktyczne i skuteczne kroki w celu powstrzymania tych naruszeń. O naszej skuteczności świadczą tysiące ludzi, których losy udało się poprawić, a także nieprzerwana krytyka ze strony reżimów łamiących prawa człowieka. Ajatollah Chomeini (Iran) w 1981 roku podkreślał, że Amnesty International w służbie szatana usiłuje „zdusić Republikę Islamu”, z kolei „Izwiestia” (ZSRR) w 1980 demaskowała: „organizacja całkowicie utrzymywana przez imperialistyczne służby bezpieczeństwa”, a w 1977 wtórował jej argentyński nacjonalista, przestrzegając: „my nie jesteśmy przyjaźni wobec celów waszej głupiej organizacji, która zawsze wysługuje się międzynarodowemu komunizmowi”.

Gra z bezkarnością

Stopklatka meczu Dinamo Zagreb - Crvena Zvezda 13.04.1990
Stopklatka meczu Dinamo Zagreb - Crvena Zvezda 13.04.1990
W drużynie narodowej Chorwacji na Mundialu w Brazylii nie znalazł się Josip Šimunić. Wiosną br. został ukarany przez FIFA za szerzenie nienawiści i dyskryminacji. Po meczu z Islandią, kiedy Chorwacja zakwalifikowała się na mundial, piłkarz zaczął skandować pozdrowienie chorwackich faszystów – ustaszów – z drugiej wojny światowej i tzw. Niepodległego Państwa Chorwackiego odpowiedzialnego za ludobójstwo Serbów, Romów i Żydów.

Jeszce w trakcie drugiej połowy meczu ok. 30 tysięcy kibiców na trybunach zaczęło w zorganizowany sposób skandować pozdrowienie ustaszów. Po meczu piłkarz jak gdyby nigdy nic do nich dołączył. Dziennikarz sportowy, który dla chorwackiej telewizji państwowej relacjonował mecz, przez cały czas podziwiał atmosferę tworzoną przez kibiców. Jak zauważył niezależny chorwacki dziennikarz, Boris Deżulović, faszystowskie hasła stały się codziennością chorwackich stadionów.



Wojny na obszarze byłej Jugosławii miały swój symboliczny początek na stadionach piłkarskich. W 1990 roku mecz Dinamo Zagrzeb z Crvena Zvezda Belgrad i przerażająca bitwa między kibicami, a potem spalenie jugosłowiańskiej flagi w Splicie, nie zostawiały złudzeń: narodowa nienawiść stała się motorem przyszłych wydarzeń. Przywódca kibiców Crvenej Zvezdy, Zeljko Raznjatovic Arkan, został przywódcą jednostki paramilitarnej odpowiedzialnej za śmierć cywilów w Bośni i Chorwacji.

Wśród kibiców nowopowstałych krajów nadal dominują ci, którzy wybierają bezpieczne gloryfikowanie własnego narodu i nienawiść wobec sąsiadów. Gdy Chorwacja grała z Brazylią poprzednim razem, podczas Mundialu w 2006 roku, w Mostarze w Bośni i Hercegowinie przed i po meczu doszło do prawdziwych burd. W mieście podzielonym i zmienionym przez wojnę jedna strona miasta kibicowała Brazylii, a druga, na której teraz mieszkają przeważnie Chorwaci, była za chorwacką drużyną. Postrzelono jedną osobę. Na tegoroczny mundial można patrzeć jak na barometr aktualnych relacji między bałkańskimi narodami.

Tym razem w Brazylii odnotowano jednak w mediach kilka przykładów wspólnego kibicowania: chorwaccy kibice kibicowali Bośni, bośniaccy Chorwacji. W Serbii, której drużyna nie dostała się na mundial, ruszyła inicjatywa „Kibicuj sąsiadowi”: mieszkańcy Belgradu spotykają się, aby pod serbską, chorwacką i bośniacką flagą kibicować Bośni lub Chorwacji. To nadal na tyle wyjątkowe sytuację, że media traktują je jako ciekawostki. Pojedynczy głos przeciwko nienawiści lub niechęci.

Kilka dni przed rozpoczęciem mundialu do Chorwacji wrócił Dario Kordić, który podczas wojny był przywódcą bośniackich Chorwatów. Trybunał w Hadze skazał go na 25-lat pozbawienia wolności między innymi za zbrodnie nad bośniackimi cywilami w wiosce Ahmici. Zginęło wówczas 116 osób, najmłodsza miała trzy miesiące. Kilka dni temu, po odbyciu dwóch trzecich wyroku, wypuszczono go na wolność. Na lotnisku w Zagrzebiu na Kordicia, czekało z ciepłym przyjęciem kilkaset osób: m.in. byli żołnierze, politycy, dostojnicy kościoła i zakonnice. Czekał też pewien Chorwat, na co dzień mieszkający w Sarajewie, który głośno nazwał zbrodniarza zabójcą. Sympatycy Kordicia zaatakowali go za to przez co odniósł poważne obrażenia.

W Serbii, od początków konfliktu na Bałkanach, często samotną walkę na rzecz badania i informowania o zbrodniach prowadziło Centrum Prawa Humanitarnego na czele z Nataszą Kandić. Dzięki działaniom Centrum liczne zbrodnie popełnione przez serbskie siły i jednostki paramilitarne zostały rzetelnie udokumentowane, co daje nadzieję, że będą one odpowiednio rozliczone. Jednak dziesięć lat od powstania Specjalnego Sądu ds. Zbrodni Wojennych w Belgradzie wciąż osądzono tylko około 160 sprawców zbrodni, które podczas wojen z lat 90. miały miejsce w tym rejonie. Amnesty International w swoim najnowszym raporcie Serbia: Koniec z bezkarnością za zbrodnie prawa międzynarodowego pokazuje, jakie bariery instytucjonalne muszą zostać usunięte i jak należy zmienić ramy prawne, aby bezstronne i skuteczne śledztwa w sprawie zbrodni mogły mieć miejsce.

Jak pokazuje przypadek Chorwacji, procedura akcesyjna do Unii Europejskiej jest unikalną okazją, by zwrócić uwagę na braki systemu prawnego. Serbia, przechodząc właśnie tę procedurę ma szansę na zdobycie narzędzi i środków do osądzenia swoich zbrodniarzy.

Zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu. Nie będzie, więc gwizdka arbitra, który kończy ten mecz. Jednak z perspektywy ofiar i ich krewnych czas ma ogromne znaczenie. Świadkowie odchodzą, wspomnienia blakną. Już najwyższy czas, by wygrać z bezkarnością.
Trwa ładowanie komentarzy...